Nasza grupa
Jakie hasło?
Zarejestruj się
Projekt
Tematy
Konkursy
Uczestnicy
Prace wyróżnione
Galeria
Co o projekcie OWOC powiedział:
Naukowiec
Ekolog
Metodyk
Centrum Informacji i Edukacji Ekologicznej
w Gdańsku
ul. Straganiarska 43-46
80-837 Gdańsk
ciee@ciee-gda.pl
tel/fax 58 301 80 99
|
PRZYRODA
Michał Buliński
Jak się zderzyłem z przyrodą
A miała być super wycieczka! Wybraliśmy się całą paczką nowym samochodem Bartka.
Nowym, no czternastoletnim, ale jego pierwszym w życiu. I pierwszym w naszej paczce.
Bartek jest moim kuzynem; starszym - ma już prawo jazdy. Jechaliśmy boczną szosą,
tuż za naszym miastem, i nagle - bęc! Coś trzasnęło pod maską i stoimy.
Grzebanie w silniku nic nie dało. Złapaliśmy za komórki - telefony do wszystkich wujów
i znajomych z samochodami oraz drygiem do mechaniki - zero. Głupia godzina;
kto z nich ma czas w południe? A na jakieś pomoce drogowe, to przecież nie mamy kasy.
Nie było wyjścia, zepchnęliśmy wóz na pobocze, Bartek go pozamykał i pomaszerowaliśmy szosą.
Upał wściekły; takie lato tego roku. A tu ani cienia. Przy szosie tylko pieńki po ściętych
niedawno drzewach. Po diabła je ścięli? Naokoło tylko pola z jakimś zbożem.
Z nudów zaczęliśmy się zastanawiać, co to rośnie, ale nikt z nas nie wiedział.
Rafał coś wspomniał, że babcia zawsze mówiła o chabrach i makach w zbożu,
a tu pusto, ani śladu. Samo zboże, aż do nudności. Na szczęście
Karolina przypomniała sobie, że jest jakaś droga przez las, na skróty,
do szosy z autobusami. Zaraz zaczęła szukać w telefonie przez Internet rozkładu jazdy.
Tylko jaki to przystanek?
No i jest droga, odchodzi skośnie od szosy i zaraz widać las. Na skraju stoją jakieś tablice,
i to kilka. Coś o pożarze, jakieś zakazy, jak to zawsze. Ale kto by to czytał;
po co to w ogóle stawiają? Trochę się prześmiewamy z tej przygody i Bartka - właściciela fury.
Każdy też "dzióbie" w swoją "komórę": lecą sms-y do znajomków, a Karola posyła też
zdjęcie wozu na poboczu i nas - człapiących szosą. A ja mam podwójnego pecha,
wysiadła bateria w moim telefonie. I co tu robić? Idę i gapię się wokoło.
|
Idziemy przez las; zielony gąszcz - jakieś drzewa, krzaki, pełno zielska, aż włazi na drogę.
Nawet nie znam nazwy choćby jednego. Siostra trochę zna. Jest starsza i miała taką panią
w przedszkolu, która brała dzieci na spacer do parku i tego lasku za pocztą.
Pokazywała różne rośliny i ptaki; ale z moją grupą już nie była - odeszła na emeryturę.
Może szkoda, coś bym teraz wiedział; ale co tam! Ojej, ale ptak przeleciał!
Zobaczcie, jakie cudo! Kolorowy, jak papuga!
|
Fot.Michał Buliński
|
To się dopiero "uchachali". Już zaczęli mnie przezywać "papugą",
więc się zezłościłem i pobiegłem za tym ptakiem-cudem. Pobiegli za mną.
Skarpy, chaszcze, jeszcze sobie nowe adidasy rozwalę. I nagle znaleźliśmy się nad rzeką.
Woda lśni w słońcu, nad nią zielone kłębowiska, jakieś kwiaty... Jak tu pięknie!!!
Czy to ta sama rzeczka, co płynie betonowym korytem przez nasze miasto?
Jest ten ptak! Siedzi na gałęzi nad wodą. Pokazałem go moim, zanim zaczęli bardziej hałasować.
Zobaczyli! Tylko Asi trzeba było dwa razy wskazywać palcem, zanim też zobaczyła.
Ale aż pisnęła z zachwytu; ptak zerwał się i odleciał, jak kolorowa smuga. Jakby go w ogóle nie było.
Ale Aśka zaczęła zaraz nawijać, że wie, co to za ptak - to zimorodek! Na pewno zimorodek!
Miała jego zdjęcie w kalendarzu, w zeszłym roku; dostała ten kalendarz od ojca.
Staliśmy jeszcze chwilę nad rzeką. Było jakoś inaczej, jakbyśmy znaleźli się w innym świecie.
Rafał zdumiał się, że ta rzeka taka ładna, płynie pod drzewami, taka czysta,
nie jak u nas w mieście. Karolina zaczęła się zachwycać jakimiś niebieskimi kwiatami,
rosnącymi nad samą wodą. Miała zerwać, ale Bartek chciał się popisać i powiedział,
że ta dolina z rzeczką jest chroniona, czy coś w tym rodzaju. Za dokładnie to jednak nie wiedział.

Fot.Michał Buliński
|
Wróciliśmy do drogi i dalej maszerowaliśmy, jednak komórki poszły w kąt,
a my rozglądaliśmy się dookoła. Tu, patrzcie! Jakie wielkie drzewo; ale musi być stare.
Ciekawe, ile ma lat? Jakiś ptak śpiewa; ładnie! A tam, huby na obłamanym pniu; kto by pomyślał,
że mogą być takie duże. Na drodze jakieś żuki i jaszczurka uciekła w zielska.
A ja nie mam pojęcia, jak się co nazywa. No, przynajmniej jaszczurkę rozpoznałem.
Tylko co tu robią te śmieci przy drodze? Butelki plastikowe, papiery po batonach, puszki po piwie...
Nawet jest sterta gruzu i leży stara kuchenka.
|
Wyszliśmy z doliny; droga wybiegła z lasu na otwartą przestrzeń podmiejskich ugorów.
Tu ma być chyba to nowe osiedle mieszkaniowe. Już widać szosę i przystanek autobusowy.
Obejrzałem się - tu także pod lasem stały tablice. "Rezerwat przyrody - prawem chroniony".
A więc ta piękna dolina z lasem i rzeczką - to rezerwat! Tak blisko naszego miasta!
Jednak Bartek miał rację; przecież jest starszy, musi wiedzieć.
A my nawet o tym nie słyszeliśmy; a może coś było na lekcji u "Skrętnicy"?
Tylko "wyszło" nam z głowy? Ale jak się nazywa ten rezerwat i co tu jest chronione,
czyli takie najważniejsze? Była chyba tablica o tym, bo resztki z napisami
i mapą jeszcze wiszą na słupku; drugi, wyrwany leży obok na ziemi.
Muszę się wszystkiego dowiedzieć o tym rezerwacie. W końcu, to tak blisko
naszego miasta, mojego domu. Tylko, gdzie tu się pytać? W szkole? Eee, może nie?
To by się "Skrętnica" zdziwiła! Bo biologii w szkole to ja nie lubię; słabo mi idzie.
Jeszcze pamiętam te pały, za jakiś gametofit u mchów i nazwy parków narodowych
i jakieś rozmnażanie u grzybów. Ale o tym rezerwacie muszę się dowiedzieć.
Może na początek poszukam w Internecie? Ten rezerwat jest tak blisko nas.
I jak w nim ładnie. To przecież "nasz" rezerwat!
Fot.Michał Buliński
|
ZAGADNIENIA
SŁOWNIK
LINKI
|